Strefa Czystego Transportu
Historie

Strefa absurdalnie czystego transportu we Wrocławiu. Byłam na pierwszych konsultacjach

Strefa Czystego Transportu i temat ograniczenia ruchu samochodów, czy – jak niektórzy mówią – wykluczenia samochodowego jest ostatnio mocno dyskutowany. Wczoraj we Wrocławiu odbyła się pierwsza z serii debat o wprowadzeniu takiej strefy w mieście.

Debaty i spotkania trwają tez w Warszawie, Kraków ma już to “przegadane” i strefę w zaplanowanym kształcie przyjmuje. Niebawem pewnie kolejne duże miasta podejmą wątek, choć szczerze, o ile jestem sobie w stanie wyobrazić taką rozmowę w Poznaniu, to już w Aglomeracji Śląskiej nie bardzo. Dlaczego? O tym dalej…

Strefa Czystego Transportu we Wrocławiu

Już w grudniu ubiegłego roku pojawiły się informacje o projektach i wariantach SCT we Wrocławiu. Obszarowo strefa w swej najbardziej zawężonej formie ma objąć ścisłe centrum, ograniczając się do Starego Miasta. W najszerszej formie do strefy mają należeć także dzielnice dalsze takie jak Kleczków, Ołbin, Bikupin, czy Gaj. To dużo.

Warianty wykluczania samochodów też są trzy- ostrożny pozwoli benzyniakom z Euro 4 i dieslom z Euro 5 wjeżdżać do strefy nawet po 2023 roku. Opcja hardkor, przepraszam – ambitna – zakłada, że w strefie (czyli na przykład właśnie na Ołbinie, nadodrzu, czy na Tarnogaju) po 2023 roku będą mogły poruszać się tylko benzyniaki z Euro 6 i diesle z Euro 7, ale o tym szerzej można spokojnie poczytać w materiałach promujących SCT we Wrocławiu. Przytaczam to dla porządku, żebyście wiedzieli, że ogólnie u nas po prostu zaproponowano kilka wariantów. No i zorganizowano w kwietniu szereg konsultacji.

Strefa Czystego Transportu - warianty ograniczeń dla samochodów

Mieszkańcy kontra strefa

Świadomość konsultacji jest niewielka. Oczywiście lokalne media mówią o tym, ale przemyka to pod radarami osób najmocniej zainteresowanych. Przedmieście Oławskie znane szerzej w większości Polski jako Trójkąt, albo ta dzielnica, gdzie kręcono Świat Według Kiepskich, Kleczków, czyli miejsce, w którym dorastasz w cieniu dwóch instytucji – Zakładu karnego nr 1 i szpitala psychiatrycznego z oddziałem odwykowym, Nadodrze, Ołbin, Szczepin to dzielnice, które oczywiście powolutku są- jak to się ładnie mówi -gentryfikowane, powstają tam zarówno bardzo fajne oddolne inicjatywy aktywizujące wieloletnich mieszkańców, jak też modne kawiarenki, drogie knajpki, rozwijają się inicjatywy artystyczne, deweloperka wchodzi też ze swoimi klockami.

Nie zmienia to jednak faktu, że te dzielnice znane są raczej z niskiej zamożności mieszkańców, a dla fanów starszej motoryzacji często jest to wspaniała oaza, w której można trafić prawdziwe małe, miejskie klasyki lat 70, 80 i youngtimery początku lat 90. Auta nie tylko na blachach flagowych, ale i na czarnych – widok, który zapewne budzi popłoch organizacji takich jak Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych ( o nich tez jeszcze będzie), ale dla osób, które wierzą, że lepiej dbać latami, kupować używane i korzystać tak długo, jak to możliwe, niż przykładać rękę do dewastacji planety i nieustannie wymieniać dobre na nowe – widok takich autek w ciągłej eksploatacji cieszy. No dobra, ci mieszkańcy najczęściej nie wiedzą, nie uczestniczą, dowiedzą się, jak przyjdzie dzień, w którym ktoś każe im wyprowadzić ten swój gruz za miasto.

Debata? No nie wiem

Wczoraj odbyła się pierwsza debata, początkowo dająca nadzieję na jakąś dyskusję – bo zorganizowana online. Dość szybko jednak okazało się, że polega to na tym, że osoby promujące Strefę Czystego Transportu prezentowały różne ważne slajdy i mówiły o zatruwaniu powietrza, a ludzie mogli się po prostu napierdzielać na czacie. Moderowanym, więc napierdzielać kulturalnie. Pytań ludzie mieli mnóstwo, ale większość debaty polegała na omawianiu slajdów. Co ciekawe ze slajdów dowiedzieliśmy się, ze za zdecydowaną większość zanieczyszczeń w potencjalnej strefie odpowiadają piece  “kopciuchy”. Co tylko potwierdza niejako, że mamy do czynienia z obszarem, w którym nie ma centralnego ogrzewania i nie żyje się zbyt zamożnie, bo jak ktoś ma kasę, to nie targa węgla z piwnicy na piąte piętro kamienicy. Z wykresu zaprezentowanego na spotkaniu wynika, że według badań te nieszczęsne “kopciuchy” generują ponad połowę zanieczyszczeń. Pojazdy – wszystkie – czyli zarówno nasze “cywilne” osobówki, ruch tranzytowy, autobusy miejskie, dostawy towarów – wszyscy w jednym worku generujemy około 20% tego zanieczyszczenia. 

Skoro tylko 20%, to jakim cudem po wyeliminowaniu – ostrożnie – aut najstarszych, które nie sa znów aż tak liczne, lub – ambitnie – aut wszystkich z wyjątkiem Euro 6 i 7 – zatrucie powietrza w centrum ma spaść dzięki SCT o ponad połowę (tak nam sugerują w swoich publikacjach). Za badania i prowadzenie całej narracji o Strefie Czystego Transportu w naszym mieście odpowiada Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych stworzone przez producentów samochodów. Tych samych producentów, którzy władowali kupę kasy w rozwój samochodów elektrycznych, tych samych producentów, którzy ostatnio podnoszą ceny nowych samochodów i tych samych producentów, którym po prostu się nie kalkuluje to, że ludzie szanują i używają długo jednej rzeczy, zamiast wymieniać ją raz na kilka lat. Ale o tym już wiecie. A czy wiecie też, że według słów jednej z prelegentek w odpowiedzi na moje pytanie w okresie pandemicznego lockdownu we Wrocławiu było większe zanieczyszczenie, niż w trakcie badań prowadzonych na potrzeby SCT w 2022?

Strefa wytramwajeń, betonozy i patodeweloperki

Mnie się te liczby po prostu nie kleją, ale w zasadzie chciałam powiedzieć wam, że decyzja o wprowadzeniu Strefy Czystego Transportu – mimo “przyjaznej” retoryki w publikacjach urzędowych, zapewne już zapadła. To nie tak, że możemy powiedzieć teraz “NIE I CIUL”, skoro pierwsza debata nie stawiała przed nami pytania “czy chcemy” tylko “jakiej strefy chcemy”, oznacza to, że po prostu musimy zawalczyć o odrobinę normalności w tym absurdzie. A czemu to absurd? Bo po strefie i tak będą jeździć okropnie kopcące autobusy miejskie, które zapewne nie przemienią się cudownie w zeroemisyjne trolejbusy, dostawcy w busach, których przecież nagle magicznie nie wymienią na elektryki, będą też busiki i autokary odpowiadające za przewóz osób spoza Wrocławia, do tego lokomotywy spalinowe targające wagony węgla do naszych elektrowni, oraz nowe, pachnące autka z normą Euro 6.

Samochody nisko i zeroemisyjne nie przestaną nagle ścierać klocków hamulcowych i opon. A kamienice naszego pięknego miasta nie przyłączą się same z tego zachwytu nad brakiem starych diesli do sieci ciepłowniczej. I nowe piece w ramach programów Kawka też nie zmaterializują się w mieszkaniach, bo SCT. 

Screen z debaty "Jakiej strefy czystego transportu potrzebujemy?"

Najgorsze jest to, ze zdecydowana większość mieszkańców Wrocławia chętnie nie jeździłaby do centrum, bo to nie jest fajne, ani przyjemne. problem polega na tym, że niekiedy dostanie się z dzielnicy A typu Psie Pole, do dzielnicy B typu Jagodno, albo z dzielnicy C typu księże do dzielnicy D typu Fabryczna (bo na przykład trzeba jechać do szpitala?) przebiega najczęściej przez potencjalną strefę, bo brakuje nam obwodnic. Przygotowywana właśnie Aleja Wielkiej Wyspy, czy w ogóle jakieś wszelkie wschodnie obwodnice, to jakiś nieśmieszny żart.
Dojazd z wielu miejsc Wrocławia do centrum do pracy zbiorkomem to jeszcze mniej zabawny dowcip. Nasze miasto słynie z wytramwajeń i tu akurat nie da się zwalić winy na kierowców osobówek w starych dieslach, po prostu mamy fatalną jakość torowisk. Połączeń autobusowych z dzielnic przylegających do SCT nie jest wystarczająco dużo.
Czy dzięki niskonakładowemu pomysłowi, który będzie polegał na tym, że władze miasta ustawią znaki typu “NO PASARAN” poprawi się jakość komunikacji zbiorowej?
Czy dzięki temu, że wykluczy się w sumie nie tak duży odsetek samochodów miasto dogada się wreszcie z kolejarzami, żeby przywrócić wspólny bilet w granicach Wrocławia?
Czy po tym, jak już wszyscy ze Strefy pozbędą się starych samochodów program Nasz Wrocław MAX umożliwi nam podróżowanie komunikacja zbiorowa w mieście za darmo?
Czy dzięki wyeliminowaniu tego zabójczego odsetka starych samochodów będziemy mogli też zrezygnować z patodeweloperki pożerającej każdy wolny kawałek centrum, bo potem i tak wszystko się będzie przecież korkowało? Gdzie ci ludzie mają prowadzić dzieci do przedszkoli i szkół?
Kiedy powstanie więcej miejskich przedszkoli i żłobków – i nie mówcie że przecież powstaje już jedno na Asfaltowej. Wow.
Kiedy powstanie u nas więcej małych przychodni NFZ, żebyśmy nie musieli wsiadać w auta chcąc załatwić temat tak banalny jak wizyta z chorym dzieckiem u lekarza? Tak pytam, bo akurat nam zamykają przychodnię pod domem i przenoszą ją 3 km dalej, za poligon. Drugą będą wyburzać pod patodeweloperkę, a trzecia po prostu jest przepełniona.
Czy dzięki Strefie Czystego Transportu tramwaj dojedzie wreszcie na Jagodno? Czy pod wpływem świeżego powietrza nagromadzonego w Strefie Czystego Transportu miasto zadba o to, żeby takie arterie jak ulica Piłsudskiego, Pułaskiego, czy Kazmimierza Wielkiego i sąsiadujący z nią Plac Wolności to nie były miejskie patelnie, gdzie można się po prostu latem usmażyć, bo nie ma drzew dających cień? 

Ja nie mówię, ze pomysł ograniczenia ruchu w centrum jest zły. Ja tylko chcę powiedzieć, że ustanowienie SCT to jest przerzucenie winy i kosztów na najmniej zamożnych mieszkańców centrum, przy nieszczególnym wysiłku władz. W ogóle bardzo bym chciała, żeby nasi włodarze świecili przykładem, żeby prezydent do pracy dojeżdżał rowerem albo zbiorkomem, tak, jak to ma miejsce na przykład w Tallinie. 

Autoholizm? Tak, ale nie mówcie, że to tylko nasz problem

Jest coraz więcej dyskusji o użależnieniu od samochodu. Mówi się, że tak się przyssaliśmy do kierownic, że już nie puścimy ich za żadne skarby. Na prowincji wynika to wprost z wykluczenia komunikacyjnego i wieloletniego budowania przekonania o tym, że samochód buduje status społeczny, w ogóle jest to zjawisko bardzo złożone i wbrew pozorom nie takie oczywiste. I nie widzę powodu, żeby śmiać się i napiętnować legendarnego Seby z E3śmieć turbodizel z Wólki Wypizdowskiej, czy Grażynkę z nowym SUV-em należącym do banku, bo będącym w kredycie.

Zaprojektowaliśmy sobie życie pod samochody, stworzyliśmy przelotówki przez centra miast (Aglomeracjo Śląska, przyzywam cię tutaj! Przybywaj ze swoją Gierkówką). Większość pracodawców nie myśli nawet o tym, żeby zadbać o odrobinę miejsca dla rowerzystów, którzy po dojechaniu 10 km do pracy chcą się spokojnie umyć, odświezyć i przebrać, by kolejne 8 godzin pracować we względnym komforcie higienicznym.

Dodatkowo wciskamy sobie do mózgów reklamy aut, one nam wjeżdżają z banneów w internecie, z reklam w telewizji, wciskają się w radiu głosem znanych dziennikarzy motoryzacyjnych. Strefa Czystego Transportu nakręcana przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych brzmi po prostu jak jeszcze jeden sposób, żeby nam wcisnąć kolejny samochód, tylko sprytniej. Żebyśmy sami się jako mieszkańcy miasta podgryzali, denuncjowali, pogardzali sobą.

“Ja mam nowe, ekologiczne auto i nie MORDUJĘ DZIECI W MIEŚCIE”, “JA MAM AUTO NA PRĄD I DZIĘKI MNIE DZIECIACZKI W CENTRUM ŻYJĄ ZDROWO” . Super. Dzieciaczki żyjące w sąsiedztwie zakładów odpowiadających za pozyskanie surowców, produkcję i zasilenie tych pojazdów zapewne patrzą na was z nieba i wysyłają wam serduszka ze swoich anielskich rączek. Dobra, dość tego sarkazmu. Po prostu więcej sensu widzę w lepszym zbiorkomie, wspieraniu i zachęcaniu ludzi do rezygnacji z aut na co dzień. I nie – dżingiel w radiu i naklejka na kolejnym autobusie, który gdzieś się po drodze rozkraczył – nie robią tu roboty. 

Pozdrawiam  fanpejdż “Czy wrocławskie MPK już jebło”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *