Jak rozpoznać gratozę?
Gruziarstwo znane także jako gratoza to groźna i bardzo zaraźliwa choroba. Możesz ją przejąć od innych zakażonych, albo od własnego pojazdu. Najważniejsze jest trafne zdiagnozowanie i odpowiednia pomoc.
Jak to często bywa z takimi dolegliwościami – zaczyna się niewinnie i pierwsze objawy nietrudno bagatelizować. W poniższym tekście omówimy przykładowy przebieg choroby tak, by łatwiej było określić, jak w skali zagracenia plasuje się przypadek, o który dla kolegi pytasz.
Kupujesz grata
Albo dziedziczysz, lub też ktoś ci go podrzuca. W każdym razie jakoś ta pierwsza działka musi wpaść w twoje ręce. Grat najpewniej jest zasadniczo niegroźny, fajny, tani w utrzymaniu. Jeździ, skręca, hamuje, stan blacharski jak na zdjęciach, czasem może dyfer spaw, czasem hybryda typu paliwo-olej, wiadomo.. Jest jeszcze bezpiecznie. Jeszcze masz szansę wziąć później coś nowego w leasingu, wystarczy wcześnie wstawać, dużo pracować i zachować ostrożność.
Grat wymaga drobnych poprawek
Coś się popsuło i nie wiesz co to jest. Trafiasz na grupę handlowo-entuzjastyczną. Niby szukasz części zamiennych typu “używane ale rześkie”, ale widzisz te dobre mordeczki, jak godzinami pokazują sobie co tam wymienili, co dołożyli, co obniżyli, ile mu dali na zimnym, a jak hehe na niemieckiej autostradzie hehe, szybko pojechali, albo jak z eurowana zrobili kampera i objechali pół obszaru RWPG. Odkrywasz, że wszystko jest strasznie proste i dasz radę ogarnąć to pod blokiem. I zaczynasz ogarniać.
Okazja, jedyny taki, grat z potencjałem
Niby czujesz się jeszcze dobrze, nie gardzisz dodatkowym wyposażeniem typu ESP, potrafisz czasem prześlizgnąć wzrokiem po ponętnych kształtach aut z ostatniego rocznika, ale jednak algorytm widzi, że powolutku milisekundy twego zachwytu i koncentracji poświęcone są ogłoszeniom drobnym. Że jednak wolisz kliknąć z ciekawości w to ogłoszenie, zwłaszcza, że tam jest taki model, jaki ci się kiedyś w dzieciństwie marzył. I nagle, wtem! Jest! Grat twoich marzeń. Może jest niedrogi, ale przynajmniej ma rozwaloną miskę olejową, chyba nie trzymał kompresji i drzwi przypominają okna w meczecie. Ale przecież wiesz już dobrze, jak wymienić alternator z zamkniętymi oczami, nocą, w trakcie jazdy, więc ogarniesz i to.
Zaczynasz projekt
Jest źle, ale nie beznadziejnie. Masz jednego grata na dojazdy, a tego drugiego robisz jako projekt. Rozkręcasz, wymieniasz, szukasz blacharzy, przekopujesz kolejne fora i strony z ogłoszeniami. W międzyczasie zaczynasz szkalować nowe samochody.
Tego też przygarnę
Projekt idzie całkiem nieźle, auto jest już w kawałkach, ale z czasem okazuje się, że pewnych rzeczy nie da się tak po prostu kupić od ręki. Dlatego zupełnie niechcący nabywasz drugie takie samo auto, ale na części, bo jest już dawno trupem, za to ma duży potencjał jako dawca. Sąsiedzi zaczynają się niepokoić. Ignorujesz ich, bo masz już sześć grup wsparcia i cztery lokalne spoty, na których rozmawiacie o swoich projektach. W wolnych chwilach odwiedzasz okoliczne warsztaty.
Promocja była…
Od całego tego robienia gratów, patrzenia na graty, przewijania zdjęć gratów jakoś tak wyszło, że gdzieś między przerwą obiadową, a spacerem z psem udało Ci się kupić fajnego grata w dobrej cenie i właśnie jedziesz blablacarem na drugi koniec Polski odebrać swoje cudo.
Pasuje do tego twojego pierwszego daily-grata, bo ma podobny kolor ale poza tym to coś zupełnie innego. Ten będzie na weekendowe wypady
To „tylko” jeszcze jeden gruz
W jednym coś stuka, ale chyba już wiesz co to, więc skoro już wiesz, to nie musisz się spieszyć z wymianą. Po prostu jak gruchnie, to najwyżej ogarniesz to w jakimś przydrożnym rowie, czy coś.
W drugim coś rzęzi, ale jak przytykasz palcem na starcie to już nie rzęzi. Poza tym jak puszczasz głośno radio to i tak nie słychać, a w ogóle gdyby to było niebezpieczne, to by ci przeglądu nie podbił wujek szwagra brata kuzyna matki. Słabiej jest tylko jak to radio jednak nie działa, bo wtedy wycieraczki też nie działają i rozłącza wspomaganie, ale w sumie na co to komu w aucie, które nie ma już prawie żadnego kawałka uszczelki pod głowicą. Najważniejsze, że projekt już prawie gotowy. Jeszcze tylko honowanie i takie tam, no, może szybka blacharka.
Najgorzej jednak, że mechaników musisz szukać już poza swoim miastem.
Wieczorami, po tym, jak już przebiegniesz się po wszystkich aukcjach z brakującymi częściami, niedyskretnie gardzisz tymi lamusami, którzy nic nie wiedzą o prawdziwej motoryzacji, tylko kupują w kredycie nową furę i serwisują ją w ASO.
Czasem omsknie ci się palec przy tych gniewnych tyradach, tak niefortunnie, że niechcący wylicytujesz jakiegoś fajnego zimowego wojownika, albo letniego korsarza. Kto by się w tym połapał. Najważniejsze, że w wydziale komunikacji masz już odpowiednie znajomości.
A może by tak coś nowego?
I przychodzi dzień sądu, dzień pogardy, dzień miecza i topora, rdzawej zamieci. I mimo, że formalnie, jak se tego MO-bywatela odpalasz to widzisz co najmniej sześć samochodów, to finalnie ŻODYN nie jeździ. Projekt jest w rozsypce, bo blacharz na widok nadkoli postanowił uciec do Argentyny. Pierwsze
daily w akcie protestu postanowiło wypluć panewki, drugie daily w efekcie zaniedbań jest tak przyglebione, że koła przestały się obracać, a tamte pozostałe po prostu nie chcą odpalać/ odpalają, ale nie chcą jechać, jadą, ale tylko do tyłu i skokami. Najważniejsze, że dzięki swoim gratom możesz zwiedzać zakłady naprawcze w sąsiednim województwie, bo tu, w twojej okolicy, nikt już takich
nie robi.
Dlatego po powrocie z atrakcyjnych ekskursji wskakujesz w wygodna piżamkę i obrażasz nowe samochody elektryczne.
Nie ma już chyba dla ciebie ratunku. Najgorsze jest to, że najprawdopodobniej udało ci się zarazić anonimowego sąsiada i właśnie wepchnął na parking swojego pierwszego gruza. I wszyscy myślą, że to kolejny eksponat do twojej kolekcji.
