DAF Kalmar leci
Samochody

DAF Kalmar „Maruda” czyli uroczy pocztowóz

Niby kalmary są obłe i mają macki, tymczasem od razu widać, że ten gagatek jest wyjątkowo kanciasty, w dodatku nazwano go na cześć fikcyjnej bohaterki i produkowano pod niderlandzką marką w Szwecji. Pewnie dlatego mi się tak podoba.

Samochody pocztowe zazwyczaj były takie bardziej cudaczne – małe, kanciaste, a jednak pojemne. Całkiem uroczo wyglądał na przykład Fridolin, czyli VW 147, albo prototypowy elektryczny SAAB pocztowy (ależ bym kupowała!) i szalenie do niego podobny pomysł Amerykanów – KNDV. 

Co prawda w Polsce, pomijając może wspaniały wynalazek Tańskiego – o czym pewnie kiedy indziej opowiem, bo ileż można uciekać w dygresje, zwłaszcza we wstępie (skandal!), z niewielkich wozów pocztowych to mieliśmy przede wszystkim marzenie o mikrobusie Syreny, który do Kalmara trochę nawet jest podobny – o ile się człowiek uprze. Potem natomiast królowały pojazdy, które były produkowane z myślą o szerokim wachlarzu zastosowań, a na potrzeby poczty były przede wszystkim odpowiednio znakowane. Chyba, że oczywiście coś mi umknęło – wtedy zapraszam do komentowania. 

KDV 440 – nowoczesność na pocztach i drogach

DAF Kalmar – wracając jednak do przedmiotu dzisiejszej opowiastki, to jest niebywała mikstura wybuchowa. Zacznijmy jednak od źródła. Powstał na zlecenie szwedzkiej poczty, która  na początku lat 60. doszła do wniosku, że czas na postęp. Gospodarka krajowa była na fali wznoszącej, ludziom żyło się coraz dostatniej, miasta rozbudowywały się, przybywało domów, a co za tym idzie pewne bardzo tradycyjne i dość zachowawcze metody dostarczania przesyłek powoli stawały się nieefektywne. 

Konkretnie to chodzi o to, że do 1969 roku szwedzcy listonosze wykonywali najczęściej swoją codzienną robotę na rowerach, a zimą oczywiście na nartach, Postverket jednak nie mogła nie dostrzegać zbliżającego się problemu z wydajnością takich zdrowych i ekologicznych sposobów przemieszczania się swoich pracowników. Dlatego władze poczty zwróciły się z propozycją do lokalnego zakładu w Kalmarze, w sensie takim szwedzkim miasteczku, gdzie działała fabryka KVAB specjalizująca się przede wszystkim w produkcji lokomotyw, szynobusów i zespołów trakcyjnych. Wytwarzali też pojazdy dedykowane do transportu towarów w portach, oraz pojazdy lotniskowe (awww <3). No i w tym Kalmarze zrobili Kalmara KVD440.

DAF Kalmar Tjorven

Paczka na kołach

Może nie jest klasycznie piękny, choć nie da się nie zauważyć, że po prostu odzwierciedla trendy z epoki; ani mocny – stworzony został na bazie DAFa 44/46 z silnikiem po pojemności 844 cm3 (osobówka, bo choć dziś DAF kojarzy się głównie z nieco większymi pojazdami, to w latach 60 i na początku 70 z powodzeniem dostarczał także nieco mniejsze autka), ale za to ma bezstopniową skrzynię variomatic. I jest kanciasty.

 

Jako pojazd predystynowany do targania paczek nie potrzebował wcale mieć więcej. Przecież listonoszowi i tak nie powinno się nadmiernie spieszyć, bo to poniża, a poza tym  jeszcze mu się znaczki poodklejają. Najważniejsze, żeby spokojnie przemierzał szwedzkie bezkresy i nie pomijając żadnego adresu rozwoził mieszkańcom listy od króla, albo talon na fikę i volvo. DAF Kalmar i tak był szybszy niż większość morskich kalmarów, bo o ile najszybsze kałamarnice potrafią śmigać z prędkością maksymalną około 40 km/h, to ten fafik dawał teoretycznie radę pocisnąć nawet 100 km/h, przy czym zakładam, że musiało to być porażające wrażenie. Zazwyczaj jednak Tjorven poruszał się wolniej, być może dlatego tak dobrze przylgnęło do niego właśnie to imię… No bo Tjorven to była wyjątkowo marudna bohaterka stworzona przez Astrid Lindgren.

Z drugiej strony Szwecja to kraj A-Traktorów, które maja prawo jeździć jeszcze wolniej, także nie wiem po co od razu tak stygmatyzować istotę pojazdową typu Kalmar. Tym bardziej, że pozostawała uroczo funkcjonalna.

DAF Kalmar JDM

Najistotniejszym elementem budowy takiego pocztowego rydwanu była oczywiście przestrzeń ładunkowa. Co bardzo miłe, Tjorveny miały budę z włókna szklanego (czyli znów wciskam wam jakiś kanciasty szajs z tworzywa😉 ) i wielkie okna, dzięki temu wszystkie listy i paczki mogły podziwiać sobie drogę do swoich adresatów, latem grzać się wprzyjemnym słoneczku,a zimą doświadczać legendarnej surowej skandynawkiej pogody. Na szczęście dzielni listonosze oprócz powiewów powietrza grzanego silnikiem chłodzonym powietrzem, otrzymali dodatkowe dogrzewanie kabiny produkcji Eberspachera, więc podejrzewam, że dzielili się też tym ciepełkiem z przesyłkami. 

No dobra, Kalmary miały też kierownicę po tej “drugiej” stronie, czyli bardziej z prawej, przede wszystkim po to, by kierowca-listonosz miał łatwiejszą robotę i bliżej do skrzynki. Jeśli dołożymy do tego przesuwne drzwi boczne, otrzymujemy przepis na idealne wozidło. Często listonosze nie musieli nawet wysiadać, by wrzucić do skrzynek wszelkie epistemologiczne wykwity i inne talony na balony.

DAF Kalmar tak funkcjonalny, że nie trzeba wysiadać, by wrzucić awizo do skrzynki.

Po(d)stęp

Nadejście DAF-a Kalmara zwiastowała odpowiednia kampania marketingowa, która najprawdopodobniej miała oswoić płochliwych Szwedów z pojawieniem się nowej bestii na drogach. Do dziś zachowały się starożytne ryciny z lat 60-tych, na których widać, jak postęp i deekologizacja wkraczają w służbę ludności za pomocą właśnie takiego Kalmara wypierającego rowery i narty.

Kalmar produkowany był od roku 1969 do 1971 i w tym czasie zakłady w kalmarze wypuściły 2000 Kalmarów, by sobie kalmarowały. Zdecydowaną większość z nich wykalmarowiła poczta, ale wiadomo o 12 sztukach, które odkalmarowiono na lotniska, by wspierały Szwedzkie Siły Powietrzne. Być może kilka z nich służyło nawet dla skrzydła Kalmar, które nie zgadniecie gdzie stacjonowało.  W muzeum poświęconym w całości kalmarom znaleźć można ocalały dla potomnych jeden z dwunastu wojskowych Tjorvenów w oryginalnym malowaniu. Są tam też Kalmary policyjne i strażackie, które są jedynie czyimś marzeniem o krzywdzeniu służb publicznych.

Pocztówka promująca wymianę ekologicznych środków transportu na okrutnego dwucylindrowego benzynowego Kalmara

Kalmarem do ślubu i w świat

Nie rozwodząc się (he,he) chciałabym wam powiedzieć, że Kalmary tudzież Tjorveny stały się oczkiem w głowie niektórych użytkowników. Znana jest historia pewnego listonosza, który swoim Kalmarem nie tylko pojechał do ślubu, ale także w podróż poślubną i – już po narodzinach dziecka – na wyprawę z rodziną, bo przecież taki KVD 440 to doskonałe sami-wiecie-co na sami-wiecie-co (baza na kampera).

W każdym razie polecam Kalmary, są przepyszne i co najważniejsze te na płycie DAFa, z silnikiem DAFa nie smakują jak guma do żucia o smaku portu rybnego po rozładunku, co najwyżej mogą być trochę oleiste i nieco chrupiące. Smacznego. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *