Strefa czystego transportu? Mieszkańcy dziękują, ale nie
Na pytanie jakiej strefy czystego transportu chcemy najchętniej odpowiadamy “żadnej”. Nie dlatego, że jesteśmy jakimiś przyspawanymi do kierownic fanatykami wdychania spalin, a dlatego, że większość tego, co mają nam do powiedzenia włodarze to jakiś zbiór sprzecznych danych i promocja zakupu nowych samochodów.
W środę, 26.04.2023 odbyły się trzecie z kolei, a drugie “fizycznie” konsultacje społeczne dotyczące tego jakiej Strefy Czystego Transportu chcieliby mieszkańcy Wrocławia.
Dlaczego w ogóle piszę o tym po raz kolejny? Bo wbrew pozorom to nie jest tylko nasza lokalna sprawa, tylko temat ważny dla wielu mieszkańców różnych polskich metropolii. Próbujemy sie konsolidować, wiemy bowiem, że i Kraków i Warszawa nie składają broni, jednocześnie każde z tych miast ma inną specyfikę i dynamikę.
Nie chodzi o totalną samochodyzację świata
Wielu z nas nie chodzi wcale o jakąś nieograniczoną możliwość wjeżdżania swoim prywatnym autem absolutnie wszędzie. Nie jest też tak, że odczuwamy bezbrzeżną konieczność i przymus parkowania na każdym wolnym skrawku przestrzeni miejskiej. Nie chodzi też o to, że dowolna osoba w starszym samochodzie wprost marzy o tym, by godzinami stać w korkach w samym centrum miasta i patrzeć jak się duszą piesi i rowerzyści oraz współtowarzysze stania w korkach. Wbrew pozorom jednak tak nas chyba chcieliby przedstawiać ludzie odpowiedzialni za debatę i wystawieni do rozmów z mieszkańcami miasta.
Blachosmrodziarze, autoholicy, stracone pokolenie ludzi, którzy nic tylko nakupują sobie gruzów, dają w łapę diagnoście, aby móc rozsiewać wszędzie zasłonę dymną z cząstek stałych i rozlewać olej na miejsca, w których powinny bawić się beztrosko dzieciaczki. Tak, jasne…
Nie dla strefy, tak dla lepszego życia
Na ostatnich konsultacjach prowadzący chyba wyszli z założenia, że szybko przedstawią kilka tabelek z danymi omawiając je w tendencyjny sposób, następnie oddadzą głos mieszkańcom stanowiącym zwolenników SCT w każdej, a zwłaszcza najszerszej postaci, a po wszystkim może jakieś głosy z sali. Może ktoś zechce zapytać, czy da się strefę wprowadzić szybciej? Może ktoś zapostuluje, aby już w 2035 roku objąć nią CAŁY Wrocław.
Pewnie dlatego tak niewiele byli w stanie odpowiedzieć na rzeczowe argumenty przeciwko strefie i pytania o jej sens padające z sali. Okazało się bowiem, że na ostatnie kwietniowe konsultacje przyszło naprawdę dużo osób, a zdecydowana większość nie kupowała promowanej wersji wydarzeń związanych ze zmianami na lepsze pod wpływem wprowadzenia SCT.
Ludzie, którzy dotarli na spotkanie i wyrażali swój sprzeciw byli z różnych środowisk. Mieliśmy więc i stare wygi miejskie w postaci taksówkarzy z wieloletnim doświadczeniem, młodych studentów (którzy swoją argumentacją potrafili wskazać, że propozycje “miasta” nie mają uzasadnienia). Były też osoby przeciwne SCT, które funkcjonują w tym mieście korzystając nie tylko z samochodu, ale również z rowerów, komunikacji miejskiej czy kolei podmiejskiej – a czemu o tym piszę? Bo większość z nas, zwykłych , szarych mieszkańców zwyczajnie dobiera środki transportu do swoich potrzeb. I nie marzymy każdego dnia o tym, żeby przepalić jak najwięcej paliwa w swoim starym silniku wysokoprężnym (niektórzy mają też klasyki w gazie). Znamy ofertę naszego miasta, wiemy, że czasem nie wszystko da się załatwić na rowerze, wiemy też, że czasem samochód to konieczność ze względu na potrzeby czasowe, ładunkowe, osobiste. Miasto natomiast zdaje się zapominać, że w obrębie stref funkcjonują ich mieszkańcy i przedsiębiorcy.
Strefa potrzebna, ale nie zmieni powietrza
Co ciekawe atmosfera spotkania była na tyle gorąca, że prowadzący potrafili wyszarpywać mikrofon, zagłuszać zadających pytania. Na początek oczywiście po raz kolejny zaprezentowano slajdy z danymi, z których nie tylko wynika, że ogółem transport odpowiada za zdecydowaną mniejszość zanieczyszczenia powietrza – tak właśnie. Transport zatruwa mniej (20-30%), ale też, że teoretycznie pojazdów zaszufladkowanych jako najwięksi truciciele nie jest aż tak dużo. Z resztą miasto mówi wprost, że w ramach ostrożnego wariantu wykluczenia do SCT finalnie nie wjedzie 2% aut, w ramach zrównoważonego 13%, a dopiero radykalny wariant wykluczy 35% pojazdów. I to ma niby wpłynąć na radykalną poprawę powietrza, tak?
Mieszkańcy tego miasta nadal mają inne zdanie. Wiecie co uważają i o czym głośno i stanowczo mówią, o ile w ogóle wiedzą, że mogą powiedzieć? Że chcą lepszego transportu publicznego.
Wykluczenie tego niewielkiego procenta starszych aut nie sprawi, że zyskamy nowe połączenia autobusowe, tramwaje zaczną dojeżdżać tam, gdzie na bank do 2035 roku i tak nie będzie torów. Że miasto zacznie się lepiej porozumiewać z kolejami regionalnymi. NIE.
Bez komfortu i bez pomysłu
Wprowadzenie SCT nie sprawi też, że nagle w transporcie zbiorowym zrobi się bardziej komfortowo. Wprost przeciwnie. Wyobrażam sobie teraz protest przeciwko SCT, w którym wszyscy posiadacze aut z normą Euro 4 i niższą korzystają z komunikacji zbiorowej do wszystkiego przez tydzień. Może to brzmi głupio i absurdalnie, ale nasze miasto nie zbudowało w swoich mieszkańcach zaufania do zbiorkomu. A rowerem owszem, można, ale też nie zawsze, nie wszędzie i nie każdy.
Większość z nas odnosi wrażenie, że osoby, które najmocniej dotknie wprowadzenie SCT w ogóle nie mają nawet świadomości, że problem ich dotyczy. Osoby starsze, funkcjonujące w analogowym świecie, posiadające swoje auta od lat nie mają pojęcia co im szykuje ratusz.
Pytania bywają tendencyjne, bo przecież gdyby i was zapytano, czy chcecie lepszego i świeższego powietrza w centrum, odpowiedzielibyście, że jak najbardziej i to jeszcze jak. Wszyscy chcemy. Ale czy ktoś pytał “Czy chcesz, aby miasto wspierane przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych utworzone przez producentów samochodów odebrało ci prawo do wjazdu twoim samochodem do twojej dzielnicy?”. Chyba nie.
Możemy się bawić w takie głupie przepychanki na tworzenie tendencyjnych pytań, ale ucieknie nam meritum.
Koszty poniosą najbiedniejsi
Wygląda bowiem na to, że wprowadzenie strefy w ogóle jest już przypieczętowane. Może i zostaliśmy jako mieszkańcy dopuszczeni do głosu, ale poczucie, że ten głos trafia w próżnię jest dojmujące. Wygadaliśmy się, wyraziliśmy nasze zdanie, ale czy będzie to miało wpływ na kształt SCT? NIKT Z NAS NIE MA TAKIEGO POCZUCIA.
Natomiast wiemy już, że jakaś strefa musi powstać, ponieważ ktoś w naszym imieniu się zadeklarował i ktoś bierze udział w programach dofinansowania, takich jak FEnIKS (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko).
Do tego bawi mnie argument, że SCT jest lewackie, a walka z nim to jakaś prawacka szuria. Uważam, że przestrzeń miejska powinna być APOLITYCZNA, ludzka.
A tu się po prostu napędza jakieś budowanie nierówności. Skoro aut de facto nie ubędzie z ulic, bo żadna ze stref nie wprowadza faktycznych ograniczeń natężenia ruchu, to ktoś pod płaszczykiem źle pojmowanej ekologii robi więcej przestrzeni dla klasy średniej i wyższej, którą po prostu stać na kolejne, jeszcze nowsze auto. Albo na auto w leasingu czy auto w kredycie, który za chwilę będzie jeszcze większy, bo nowe samochody stają się coraz droższe. Klasa niższa może się po prostu ugryźć w nos i zabierać swoje gruzy z podjazdu.
Mam w tej sytuacji kilka postulatów. Nie wydawajmy tych pieniędzy na jakieś bezsensowne ograniczenia, które w zasadzie niewiele zmienią w kwestii powietrza w centrum:
- Przestańmy przerzucać koszty na obywateli!
- Zadbajmy o lepsze połączenia komunikacji miejskiej.
- Rozbudujmy (najlepiej niskoemisyjny) transport publiczny – autobusy, tramwaje, a może czas na powrót do trolejbusów?
- Wspierajmy jeszcze skuteczniej mieszkańców miasta w programie wymiany starych pieców grzewczych.
- Nie zmuszajmy mieszkańców dzielnic centralnych do sprzedawania swoich starszych aut, pozwólmy im korzystać z tych aut tak długo, jak to będzie dla nich możliwe i jak będą chcieli.
- Rozbudujmy system obwodnic, dzięki którym wiele osób po prostu nie będzie zmuszanych do wjazdu do centrum w trakcie swoich rutynowych służbowych lub życiowych czynności.
- Zostawmy w mieście przestrzeń dla klasyków motoryzacji – zarówno tych wpisanych do rejestru zabytków, tych, które mają opinię rzeczoznawcy, jak i tych, które po prostu mają już ponad 40 lat i nadal jeżdżą (a co za tym idzie przechodzą przeglądy, bo skoro nie są “na żółtych” to spotykają się z diagnostami co roku).
- Pozwólmy nadal małym i średnim przedsiębiorcom prowadzącym biznesy w centrum na to, by nie byli zmuszeni do wymiany swoich dostawczaków na nowe jesli nie jest to konieczne
- Zadbajmy o dalszy rozwój zieleni miejskiej, zamiast zawalać każdy skwer patodeweloperką.

Służysz społeczności blogowej, pięknie przy tym składasz frazy, przyjmij najszczersze wdzięczności moich wyrazy 🙂