Samochody

Millennium Falcon: najlepszy galaktyczny grat

Możliwe, że nikt się go tu nie spodziewał, ale mamy dziś 4. maja, więc dla mnie to świetny pretekst, by na tapet wziąć najlepszy statek po tej stronie Wszechświata.

Trudno powiedzieć, żebym była potężną psychofanką Gwiezdnych Wojen, z resztą uniwersum rozrosło się na tyle pobocznych wątków, a także i kanon przez lata zmieniał się dość intensywnie, poza tym umówmy się, trudno lubić też całą serię, nie mniej jednak pierwsza trylogia, czyli epizody IV-VI były ważnymi filmami mojego dzieciństwa, zaś na pewnym etapie dowolny pojazd w moich rękach, czy to wspaniały biały składak Rometa, czy to plastikowa deskorolka, czy cokolwiek innego, co pozwalało się rozpędzić i sunąc przez osiedle było moim Sokołem Tysiąclecia vel Millennium Falconem.

I właśnie z okazji, że „May the 4th be with you”, jeden z moich ukochanych kosmicznych gratów dzieciństwa, czyli najsłynniejszy egzemplarz lekkiego frachtowca YT-1300 marki CEC (Corellian Engineering Corporation).

Ogółem YT-1300 miał kilka wersji – pasażerką towarową, towarowo-pasażerską, co dało się rozpoznać po oznaczeniu 1300p, 1300f, i 1300fp

Wersja f, czyli towarowa mogła targać do 150 ton ładunku i niemal cała przestrzeń statku przeznaczona była na towary. Ogółem piloci „efki” żyli prawem truckera i nawet nie dostawali własnego „kurnika” tylko mieli swój zakątek regeneracji w ładowni.

Wersja p-asażerska miała ciekawy przelicznik, bo nagle 9 osób w trzech kajutach równoważyło 100 ton ładunku, pozostawiając towarom tylko 50 ton, które miały się rozłożyć aż na połowę ładowni.

A teraz słuchajcie tego, wersja frachtowo-pasażerska dawała miejsce 6 osobom i 100 tonom towaru. I teraz handlujcie z tym.

YT-1300 niezależnie od wersji w standardzie miał działka laserowe i to jest piękne. Ale może w ogóle dość o tym, nie będziemy też dyskutować o wariantach ulokowania kokpitu.

Napęd? Jonowy.

Niezawodność? Z tym to bywa rożnie, według kronik jedni kochali YT-1300 za jego charakter, wszechstronność i zrywność. Inni nienawidzili go za to, jak bardzo potrafi z zaskoczenia wywalić jakiś błąd i odmówić współpracy.

Millennium Falcon zaczynał jako zwykły frachtowiec flotowy, jeden z ośmiu tysięcy. Przez kilkadziesiąt lat nosił różne imiona, od „Corell’s Pride” po „Fickle Flyer” czy „Meetyl’s Mysery”. Z czasem przyszły „Sokół” zmienił się z porządnego frachtowca w piracką łajbę.

A potem… no nie będę spojlerować, ale finalnie jest to wspaniały grat, który nie raz ratował tyłek „zbawcom Galaktyki” i innym osobom w kryzysie imperialności. Zapewne nikogo poza nerdami nie obchodzą takie rzeczy, ale Sokół Tysiąclecia ma niecałe 35 metrów długości, nieco ponad 25 metrów szerokości, wysokość 7,8 metra… No dobra, zasnęliście już? Wiecie, że w świecie Gwiezdnych Wojen jest rozpracowane absolutnie wszystko, co dotyczy tej wspaniałej piękności? Choćby to, że w atmosferze osiąga prędkość maksymalną 1200 km/h, a poza atmosferą 3000 G… Jakie ma silniki, jakie komputery, jakie modyfikacje przeszła przez kolejne dziesięciolecia. I uważam , że to jest piękne, a przecież to tylko jeden z moich ukochanych, nieistniejących gruzów, które prawdopodobnie ukształtowały moje podejście do pojazdów.

One thought on “Millennium Falcon: najlepszy galaktyczny grat

  1. Fascynujący jestem Twoim stylem pisania! Czy możesz podzielić się, jakie książki, blogi lub inne źródła inspirują Cię do doskonalenia swojej umiejętności redakcyjnej? Jakie konkretnie elementy staramy się wchłonąć i implementować w swoich tekstach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *