Samochody, Wyróżnione

Gurgel – brazylijska marka samochodów, która motoryzowała kraj

Marka Gurgel to dziś jeden z najbardziej fascynujących i niedocenianych rozdziałów historii motoryzacji Ameryki Południowej.

Silniki Volkswagena, autorski monokok Gurgela i futurystyczny, kanciasty design o nieoczywistym uroku — poznajcie pojazdy, które przez dekady motoryzowały Brazylię.

Gurgel to brazylijski potwór z duszą wizjonera. Zdjęcia perfekcyjnie odrestaurowanego egzemplarza Gurgela X‑15 właśnie ponownie obiegają internet, co stanowi doskonały pretekst, by przyjrzeć się tej niezwykłej marce bliżej. Tym bardziej, że trudno mi się oprzeć słabości do kanciastych, uterenowionych wanien na kołach — a X‑15 jest dokładnie taki.

Wizjoner z inżynierskim zacięciem: João do Amaral Gurgel

Gurgel był brazylijską marką samochodów stworzoną przez inżyniera, przedsiębiorcę i patriotę — João do Amaral Gurgela. Jego ambicją było stworzenie pojazdów projektowanych i produkowanych w Brazylii, przez Brazylijczyków — z myślą o lokalnych potrzebach.

Samochody miały być:
– proste w produkcji
– funkcjonalne
– lekkie

Gurgel wykorzystywał włókno szklane, stal oraz sprawdzone komponenty Volkswagena Typ 1 i Typ 2, znane w Brazylii jako Fusca i Kombi. Silniki Volkswagena stanowiły podstawę niemal całej gamy modelowej marki.

Już jako student w São Paulo João zaprojektował dwucylindrowy pojazd Tião. Później, w Stanach Zjednoczonych, zdobywał doświadczenie w fabrykach Buicka i General Motors, co przełożyło się na unikatowe, autorskie rozwiązania konstrukcyjne.

Początki marki Gurgel i pierwsze modele

Dopiero zaprezentowany światu w 1973 roku Xavante, zwany też X-10, podbił serca większej liczby klientów. X-10 nie odbiegał wyglądem aż tak bardzo od volkswagenowskiego „The Thing”, żeby nie powiedzieć nawet – Kubelwagena. Kanciasty, pokraczny, z kołem zapasowym na masce – ten pojazd w swych kolejnych odsłonach: X-11 i X-12, był bardzo chętnie kupowany przez Brazylijczyków. Doskonale odzwierciedlał pozytywistyczno-pragmatyczne idee narodu, który za hasło przewodnie wybrał motto zaczerpnięte wprost z filozofii Augusta Comte’a (przepraszam, musiałam – i niech nikt mi nie mówi, że wyższe wykształcenie filozoficzne nie przydaje się w motoryzacji!).

Mała dygresja w temacie kanciaków: Gurgel Itaipu, który zadebiutował w 1974 roku, był pierwszym brazylijskim małym miejskim samochodem elektrycznym, a wyglądał jak jeżdżąca apoteoza geometrii wykreślnej. Ważył mniej niż 800 kg, miał silnik o mocy 3 kW i zasięg do 80 km.

Druga mała dygresja: João Gurgel w roku 1985 dał Brazylijczykom uroczego, równie kanciastego jak cała reszta pojazdów własnej marki, Gurgela Carajás – SUV-a z napędem na jedną oś. Jedna z wersji silnikowych pozwalała na tankowanie go alkoholem. Był to także jedyny samochód Gurgela w gamie modeli napędzanych silnikiem konwencjonalnym, który był chłodzony cieczą.

G-15, X-15… Gurgel to jest typ

Wracamy jednak do potwora ze zdjęć. Oto Gurgel G-15, który ewoluował w X-15. Piękny i praktyczny, wspaniale kanciasty pojazd o wszechstronnych możliwościach – od bycia busem do przewozu dużej liczby pasażerów, przez pickupa do transportu towarów, pojazd specjalny dla służb i wojska, po dziwadło, które w alternatywnej linii czasowej powinno zyskać napęd elektryczny. Gurgel wprowadził go w bardziej obłej furgonetce Gurgel Itapu E-400 (wykorzystywanej 40 lat temu przez brazylijski sektor energetyczny jako auto serwisowe), by w pełni zawstydzić czcicieli Elona Muska.

Gurgel X-15 i jego większy (a w zasadzie dłuższy – aż o 30 cm) brat G-15, poza nietypową formą, miały też unikalny sposób budowy opatentowany przez Gurgela. Był to monokok z Plasteelu – autorskiego kompozytu stanowiącego połączenie włókna szklanego i stali. Silnik to nieszczególnie potężny, chłodzony powietrzem volkswagenowski czterocylindrowy bokser o pojemności 1.6 l. Czy to nie wspaniałe, że minivan, który zadebiutował w 1979 roku, był wciąż napędzany taką samą – umówmy się – przestarzałą jak na ówczesne trendy (choćby na kontynencie europejskim) jednostką?

Może nie jest mocarzem, może nie ma wielkiej nośności, ale za to ma ten wspaniały, masywny wygląd, który budzi respekt i nie pozostawia nikogo obojętnym. Niestety społeczeństwo zagłosowało portfelami – i na rynku cywilnym w latach 80. nie był to zdecydowanie bus pierwszego, drugiego ani trzeciego wyboru. Wygląda na to, że Brazylijczycy woleli chyba nie kupować busa wcale, niż nabyć Gurgela X-15…

Zdecydowanie jednak muszę przyznać, że X-15 i G-15 to pojazdy, które unieśmiertelniły João i sprawiły, że do dziś – z regularnością kilkuletnich cyklów przerwy – powracają w różnych wpisach na mediach społecznościowych.

Sam inżynier i założyciel firmy niestety przeszarżował ze swoimi planami biznesowo-rozwojowymi. Na przełomie lat 80. i 90., planując budowę nowej fabryki produkującej kolejne modele Gurgela w bardziej nowoczesny sposób, zadłużył firmę. Sam podupadł także na zdrowiu i finalnie zmarł, zaś Gurgel Motores ogłosił upadłość w roku 1994. Historia upadku marki to niestety nie tylko efekt złej strategii jej założyciela oraz jego problemów zdrowotnych, ale także szeregu przemian politycznych, jakie miały miejsce w Brazylii wraz z wyborem nowego prezydenta, obraniem nowego kursu gospodarczego, otwarciem granic i zredukowaniem obostrzeń. I tak oto rodzime Gurgele bledły w konfrontacji z importowanymi Ładami i Fiatami. Dziś wciąż można je spotkać, przede wszystkim na brazylijskiej prowincji, a dla świata stają się przede wszystkim internetową ciekawostką, która co jakiś czas powraca w postach… A szkoda. Ja tam bym testowała i jeździła takim dziwakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *