NSU Ro80: rewolucja, która zjadła swój ogon
Elegancki, pełen innowacyjnych rozwiązań samochód, a jednocześnie gwóźdź do trumny niemieckiej fabryki – taki był NSU Ro80. Sprawdzamy jak się użytkuje go na co dzień po 50 latach…
Koncepcję nowoczesnego, a jednocześnie pięknego i wyróżniającego się samochodu niemieccy inżynierowie z zakładów NSU Motorwerke AG rozpoczęli opracowywać już na przełomie lat 50 i 60 wyczuwając, że jego aktualne produkty nie budzą zainteresowania ze strony klientów zamożniejszych i bardziej wymagających.

Stąd zaczęto realizować projekt, którego główną ideą zdawała się być cyfra 8 – ponieważ luksusowy sedan miał mieć:
- 4 drzwi (to się da podciągnąć pod te ósemki, nie?)
- spalanie 8 litrów na 100 km
- silnik Wankla o mocy 80 KM
- wagę do 800 kg
- cenę 8000 DM (dojczmarków)
Elegancki i udziwniony
Po kilku latach testów, przemodelowywania i powolnej rezygnacji z pewnych „ósemkowych” założeń wyszedł samochód przepięknie proporcjonalny, aerodynamiczny, potrafiący do dzisiaj zachwycać swoją nowoczesną bryłą. Do tego posiadał szereg udogodnień i innowacyjnych rozwiązań. Napęd na przód, niezależne zawieszenie dla każdego z kół, niski środek ciężkości przy stosunkowo dużym prześwicie, sprzęgło hydrokinetyczne w drążku zmiany biegów… Brzmi wspaniale. No i nazwa. Zamiast Delfina, czy Roty nową nazwą pojazdu stało się Ro80.

Przeklęty silnik Wankla
Oczywiście najistotniejszym wyróżnikiem, a zarazem powodem bolesnej porażki był innowacyjny silnik rotorowy opracowany przez Wankla.
Finalnie miał on 115 KM (a samo auto zamiast 800 ważyło już 1210 kg) i był zaskakująco cichy. Co ciekawe, choć sama koncepcja rotorów była już użytkowana np. w NSU Prinzach, to dopiero Ro80 ujawniło jego największe wady – zbyt szybkie zużycie uszczelniaczy międzyrotorowych, które powodowało potężne wycieki i awarie silników już po niecałych dwóch latach od zakupu. Przy niskich obrotach uszczelniacze miały spore luzy, które powodowały zarówno głośną prace jak i spore wycieki, innowacyjne sprzęgło okazało się też być kłopotem, bo pozwalało ruszać nawet z wysokiego biegu, co nie pomagało w uszczelnianiu systemu.
I tak poszła fama, że Ro80 może i są piękne i niezbyt tanie, ale za to silniki padają jak muchy. Konieczne były testy, poprawki, wymiany, a zła prasa i negatywna opinia nie ułatwiały stabilności finansowej firmy.

Finalnie NSU popadła w tak potężne problemy finansowe, że została przejęta przez VW i włączona do grupy Auto-Union wraz z marka Audi, by finalnie zniknąć z rynku w przeciągu ledwie kilkunastu miesięcy.

No dobrze, ale JAK SIĘ DZIŚ JEŹDZI NSU Ro80?
Zobaczcie film i posłuchajcie rozmowy z właścicielami…
