Historie

Czy naprawdę chcemy im odbierać prawo jazdy?

Ostatnio wrzuciłam na naszą lokalną graciarską grupę zdjęcie, które poza sporą dawką pozytywnych reakcji wywołało też ciekawą dyskusję o zagrożeniach związanych z – ujmijmy to eufemistycznie – dojrzałymi kierowcami.

Kiedy poruszam się po mieście bacznie obserwuję innych, zwłaszcza zmotoryzowanych. Ostatnio, wracając z PSZOKU, gdzie praktykowałam rzut przebitą oponą do kontenera, wypatrzyłam scenkę, która absolutnie mnie rozbroiła. Oto w pięknym, żółtym Maluszku, prawie takim, jakiego mieli moi rodzice (a ja pierwszy raz w życiu mogłam poczuć jak to jest kierować pojazdem samobieżnym), siedziała sobie para staruszków. Pan w kaszkiecie na fotelu pasażera, pani w bereciku za sterami Fiata.

Starsza pani musi odejść

Po cichu liczyłam, że spotkamy się na światłach, i będę mogła na spokojnie przyjrzeć się, a może nawet utrwalić ten widok. Z miejsca też pomyślałam, że to chyba jakaś bratnia dusza. Bardzo lubię widzieć, jak kobiety w różnym wieku, a zwłaszcza te metrykalnie dużo starsze ode mnie, czerpią pełnymi garściami z życia, na przykład prowadząc wszelkie pojazdy silnikowe. Myślę wtedy ciepło o własnej prababci, która jeszcze grubo po osiemdziesiątych urodzinach woziła mnie swoim majestatycznym srebrnym BX-em, prezentując dumnie możliwości wspaniałego zawieszenia.

Urzekło mnie to, że kierowczyni prowadząca tego Maluszka jest całkiem dziarska i w sumie obydwie, i ona, i ja (siedząc za sterami niezniszczalnego Teciaka Ratunkowego) “zrobiłyśmy” na światłach pewnego młodziaka, który znacznie później od nas załapał, że mamy już zielone. Oczywiście nie myślcie sobie źle o nas, to nie były jakieś agresywne wyścigi na 1/4 mili i upalanie „klasyguw”, bo mimo wszystko Fiat 126p oraz VW T4 2,4D to nie są demony zrywności – mają swój czas i swoje tempo ruszania. Po prostu chcę wam dać znać, że refleks pani z Malucha spokojnie wystarczał na współistnienie na drodze publicznej. 

Seniorka za kołem Malucha - pozytywny widok, czy "smutny obraz i zagrożenie na drodze"?
Moja bohaterka i jej wspaniały bolid. fot. Dominika „GratoWiedźma” Węcławek

Po co o tym mówię? Po prostu niektórzy nie wiedząc o tym, że Seiorka z Malucha w niczym nie przypomina stereotypowego emerytalnego zawalidrogi, po jednym zdjęciu uznali już, że to jest “smutne i niebezpieczne”. 

Kiedy przeczytałam komentarz kolegi, musiałam się dwa razy zastanowić, czy ja dobrze rozumiem co on ma na myśli. Pani w wieku 70+ to jest smutny i niebezpieczny widok na drodze? Ale dlaczego?

“Ciekawe jak ze sprawnością kierowcy. Jeżeli jest akceptowalna, to ok, nie mam żadnych zastrzeżeń, ale wiemy jaka jest rzeczywistość”.

Skoro ktoś to “głośno” napisał, to znaczy, że istnieje grupa ludzi uważających, że osoba w tak zwanym “pewnym wieku”, cokolwiek to oznacza, może być zagrożeniem dla innych użytkowników dróg. I to niezaleznie od własnej kondycji, sprawności intelektualnej i stanu zdrowia. Zakrawa to o tak zwany ejdżyzm.  

Senioralny eliminator drogowy

Z drugiej strony trochę tego kolegę rozumiem. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce przeżyłam przygodę życia siedząc na tylnym siedzeniu Forda Ka prowadzonego przez “Panią Lu”, prawdziwego demona demencji, propagatorkę chaosu i niszczycielkę wszelkich porządków panujących na drogach publicznych. Na dość krótkiej trasie z Mokotowa będącego raczej centralną dzielnicą Warszawy, do Radiówka stanowiącego dalekie przedmieścia stolicy, Pani Lu wiozła mnie tak, jakby jutra miało nie być, a ja, mimo upływu lat wciąż mam drgawki na myśl o tym przejeździe.

I nie było wcale najgorsze to, że w sposób szczególnie drastyczny przyspieszała, czy nie bardzo miała ochotę hamować oraz zatrzymywać sie na czerwonym. świetle Ani to, że kiedy pytała nas o drogę, to gdy mówiliśmy “na najbliższym skrzyżowaniu w lewo” ( to było w czasach sprzed Google Maps, gdy ludzie jeździli według map papierowych, znaków drogowych, pamięci zbiorowej i legend o punktach charakterystycznych), to Pani Lu po prostu skręcała na najbliższym skrzyżowaniu w lewo, a potem na kolejnym nie pytając ponawiała manewr, po czym pytała gdzie teraz, a gdy mówiliśmy, że znów w lewo, to się denerwowała.

Najgorsze były te nieoczekiwane zmiany pasa bez kierunkowskazu i bez spoglądania w lusterko. Z perspektywy tylnej kanapy w Fordzie Ka, która w zasadzie jest miejscem Schroedingera, zarazem w aucie, a tak jakby już poza nim, widok drugiego auta, które jest w tym samym miejscu, w tym samym czasie, na tym samym pasie, na który właśnie wjeżdża Pani Lu, był dość przerażający. 

Tak. To może dawać pojęcie, dlaczego niektórzy kierowcy nie mają zbyt dobrego zdania o seniorach za kółkiem. Ale daleka jestem od wrzucania wszystkich do jednej szufladki tylko dlatego, że… no właśnie – na przykład są po prostu dużo starsi od nas. 

Zadbany Maluch tankowany na stacji przez seniora. Coraz rzadszy widok.
Kolejny zadbany pojazd w rękach całkiem rześkiego seniora. fot. Dominika „GratoWiedźma” Węcławek

Im jednak dłużej myślałam o tej dyskusji pod zdjęciem, które dla mnie było po prostu jednoznacznie optymistyczne, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że może jednak jest jakiś problem, który warto przemyśleć, tym bardziej, że zarówno w Polsce, jak i na całym, nomen-omen, starym kontynencie, będzie przybywać nam dojrzałych kierowców. Zaczęłam więc zgłębiać temat regulacji związanych z wiekiem.

Babciu, oddawaj prawko i kluczyki!

W Austrii rozważano, żeby już po “czterdziestce” wprowadzić obowiązkowe badania wzroku co 5 lat, a po 60. urodzinach co dwa lata. Ja to rozumiem, sama ostatnio poszłam skontrolować swój wzrok i dobrać odpowiednie okulary. Co prawda ja to mam tak zwane plusy, więc w zasadzie świetnie funkcjonuję tez bez okularów, za to dzięki dodatkowym filtrom na szkłach znacznie przyjemniej prowadzi mi się auto nocą, bo „nowoczesne” światła w pojazdach z naprzeciwka już tak nie rażą.

Wracając jednak do głównego tematu, w Niemczech kierowców autobusów po 50. urodzinach, a taksówkarzy po ukończeniu 60 roku życia planowano badać co 5 lat. Unia Europejska w ogóle chce uregulować temat, wprowadzając konieczność przeprowadzania regularnych, ważnych przez 5 lat badań dla kierowców po 70. urodzinach. U nas od jakiegoś czasu nieśmiało propaguje się dyskurs, jakoby starsi kierowcy powinni przechodzić badania częściej, mieć wydawane zezwolenia na krótsze okresy (np. 2 lata dla osób 80+). 

 I ja uważam, ze to jest OK, niech będą okresowe badania, ale umówmy się, statystyka, która bywa najczęściej narzędziem szatana i psem gończym propagandy – przemawia zazwyczaj na korzyść seniorów. Powodują mniej wypadków – powołam się tu znów na dane z GUS, ale tym razem opracowane w formie sympatycznej tabelki w AutoŚwiecie.  

Może faktycznie starszaki powodują mniej wypadków dlatego, że jeżdżą mniej. A może dlatego, że jednak mimo wszystko, kiedy już jeżdżą, to nie jest tak źle, jak to sobie niektórzy wyobrażają. Panie Lu to skrajne przypadki, większość jeździ zachowawczo, albo… może zadziałał naturalny mechanizm eliminacji – jeśli ktoś miał skłonność do ryzyka, jeździł nieostrożnie to po prostu nie dotrwał do tego poziomu rozgrywki?

Skoro zaś czepiamy się tak mocno seniorów, to czas też mocniej dokręcać śrubę najmłodszym, czyli kierowcom z przedziału 18-24? Może i mają super refleks, zdrowie dopisuje im zapewne bardziej, niż przeciętnemu osiemdziesięciolatkowi, ale czy aby inne cechy związane z młodością (chmurną i durną) nie stają na przeszkodzie? A co, jeśli nagle w danych dostarczonych przez Komendę Główna Policji (na przykład za rok 2019) natrafimy na takie liczby:

  • sprawcy w wieku 18 lat – 24 lata – 4910 wypadków (kolizji skutkujących śmiercią lub obrażeniami ciała co najmniej jednej osoby)
  • sprawcy w wieku 25 lat – 39 lat – 8326 wypadków
  • sprawcy w wieku 40 lat – 59 lat – 7142 wypadki
  • sprawcy w wieku ponad 60 lat – 4465 wypadków
  • brak danych co do wieku sprawcy – 1115 wypadków

Może w tej sytuacji po prostu wszyscy powinniśmy przechodzić regularnie badania sprawdzające nasze predyspozycje do kierowania? Bo przecież mając lat 39 człowiek bywa bardziej przemęczony, czasem też pod wpływem stresów w pracy i w domu nie ma już siły i chęci zgłębiać nowych przepisów (jeden z argumentów przeciwko seniorom za kółkiem – nie nadążają za zmianami w prawie o ruchu drogowym)? A może taki 32-latek ma akurat świetną passę finansową i fantazję, bierze służbową furę, albo jakiegoś roadstera w leasingu i frunie przez miasto oraz jego infrastrukturę traktując uliczne latarnie i okoliczne przystanki, jakby to były ledwie źdźbła traw? No nie wiem, tak tylko – dla kolegi – pytam.

Spoko. W ogóle sprawdzajmy tak na serio skłonności kandydatów na kierowców. Skoro aby zdobyć pozwolenie na broń trzeba pogadać i z psychologiem, wypełnić test, odbyć też pogadankę z dzielnicowym, to czemu przed wydaniem komuś prawa do prowadzenia maszyn, które (statystycznie- he he) zabijają w Polsce więcej ludzi niż broń palna – nie potraktować poważniej zagadnienia psychotestów i ogólnych predyspozycji.

No i co ta wiedźma gada?  Ano to, że problem tkwi gdzie indziej. Ja wiem, najnowsze samochody, na przykład wchodzące na rynek Volvo EX90, mają mieć szereg rozwiązań pozwalających AI oceniać stan psychofizyczny kierowcy w danym momencie. Jeśli algorytm oszacuje, że twoje reakcje na rzeczywistość wokół ciebie i twojego pojazdu są niewystarczająco szybkie, brak ci koncentracji, albo w ogóle jesteś jakoś nie tego, to po prostu zaprosi cię do zaprzestania jazdy na jakiś czas, albo po prostu zjedzie za Ciebie na pobocze i wezwie pomoc. Niezależnie od tego, czy masz lat 24, 35, czy 89.

Czy to jest idealne rozwiązanie dla malkontentów narzekających, że “senior to zagrożenie”? Nie wiem. Czy ja chcę żyć w takim świecie?  Nie mam pewności. Po prostu wiem jedno, obywatel świadomy i posiadający wystarczające poczucie odpowiedzialności za siebie i innych będzie umiał podjąć najtrudniejsze decyzje bez przymusu ze strony prawa, czy algorytmu. 

Moja prababcia decyzję o oddaniu prawa jazdy i sprzedaży Citroena podjęła sama. I takich jak ona jest więcej. Może więc po prostu skupmy się na pielęgnowaniu, tudzież kształtowaniu pewnych wartości. Tylko, że to jest trudne i wymaga pozytywnych przykładów płynących z góry, za to prawo jest ekstra, bo można narzucić je wszystkim i łamać po swojemu.

(Ostatnie zdanie proszę odczytywać z pewną dozą sarkazmu)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *